O jajkach.
Zobacz, nawet ten tekst poniżej jest jakiś mdły. Czemu nie chwyta za jaja i nie ściąga do podłogi? Czemu nie sprawia, że chce się otworzyć okno i wykrzyczeć: …, no właśnie, co wykrzyczeć? Bo co wykrzyczeć można światu? Że “kurwaa, mam was w dupiee”? Czy, że “kocham Agatęę!!!”? Albo “Tusk to kutas, Tusk to chuj, Tusk to nie jest premier mój!”?
Nic nie można wykrzyczeć, krzyczenie jest śmieszne, krzyczenia nikt nie traktuje serio, krzyczenie jest świadectwem słabości; ten akt otwierania ust, ta buzująca krew niczym pasek postępu napływająca do twarzy, te oczy lekko załzawione i grymas, wobec którego tak bardzo nie da się przejść obojętnie, że aż się wzrok odwraca, wolałoby się też nie słyszeć, ale to nie jest jak z tymi misiami, co zakrywają te elementy głowy, które odróżniają ją od jajka za 65 groszy - oczka da się zamknąć, uszka trudniej.
Udaje się, że się nie słyszy, nawet jak się patrzy to jakby się nie widziało. “Nie, twój krzyk wcale nic mi nie robi; nie zauważyłem go wcale” - jak najbardziej poprawna politycznie reakcja na zatrważające kalectwo na ulicy, Pański krwiak na twarzy i zniekształcony nos wcale mi nie przeszkadzają, ba, patrzę na nie z przyjemnością, w zasadzie to można się w nich rozsmakować, ładny ten nos i taki ciekawy ma kolor. Czy możemy chwilę porozmawiać o piekarni za rogiem albo o tym, że jajka podrożały? Tak, rzeczywiście, nic już nie będzie jak dawniej, temat jajek wchodzi do kanonu rzeczy, które składają się na obraz świata pt.: “Kiedyś było lepiej”, każde pokolenie, każde pół pokolenia ma taki - co oznacza, że najlepiej było na początku, jeszcze przed Adamem.
No tak, ma Pan rację, że z drugiej strony, to te kury będą w lepszych warunkach chowane. Będą miały nieco bardziej “ludzkie” warunki, rzec by można. Nie będziemy już z tak dużym obrzydzeniem znajdować czegoś kojarzącego się z zarodkiem w jajku na miękko; te kury mają dobre życie, ten zarodek na pewno jest mniej sfrustrowany; jednym słowem - jeśli ogniwa tego łańcucha pokarmowego są mniej sfrustrowane, to i ja będę mniej sfrustrowany po zjedzeniu tego zarodka z tym białkiem i żółtkiem przy okazji. Więc w sumie zmiana na lepsze, bo po pierwsze kury realnie mniej sfrustrowane, po drugie przeciętny zjadacz jaj psychicznie czuje się ODCIĄŻONY, więc lepiej trawi. Oraz to kolejny argument za tym, by nie przechodzić na weganizm, z czego oczywiście cieszą się wszystkie koncerny, bo przecież, jak tak dalej pójdzie, to niedługo będziemy jedli to, co z drzewa spadło.
W sumie dobrze się rozmawia i ciekawe ma przemyślenia ten człowiek, ale gdzieś nagle zaczynam się spieszyć, a może ten jego nos, niekształtny i czerwony, zaczyna przypominać mi gigantyczną żarówkę, która mryga i ku której oraz od której, błyskawicznie jak w reakcji na pop-up’a z rozebraną laską gdy w pokoju jest dziecko, przechodnie się odwracają, a ja tu stoję obok jak jakaś aktywistka Ruchu Obrony Praw Kur z transparentem “Więcej człowieka w kurze! Skończmy z traktowaniem kur jak zwierzęta! Jesteś tym, co jesz!”, tylko że ten człowiek jest tą kurą a ja tą swoją rozmową z nim niemo wyrażam akceptację dla jego WIELKIEJ, CZERWONEJ ŻARÓWKI NA PÓŁ TWARZY - to się nazywa “bycie pomimo”. Taki transparent to byłby bardzo długi transparent, w świecie transparentów byłby to antyprzykład transparentu, albo przykład antytransparentu, tak długi jak poprzednie zdanie, za długi; jak dobrze, że nie wypowiadam tego zdania na głos, bo zabrakłoby mi tchu w płucach.
Więc im dłużej stoję, tym bardziej chcę iść, trochę to “bycie pomimo” zaczyna mi uwierać, “bardzo miło się rozmawiało, ale muszę już iść”. I mówię dowidzenia i przyspieszam kroku, skręcając w najbliższą bramę, że niby to było moje miejsce docelowe, ale przecież ja stamtąd dopiero co wyszłam.
